Federico i Ludmiła znają się od najmłodszych lat. Razem się uczuli jeździć.
Ale zacznijmy od początku....
Lu zawsze myślała, że nigdy nikogo nie obdarzy uczuciem przyjaźni.
Jej serce wtedy było skute lodem. Zawsze marzyła o jednym :
Pójść w ślady ojca - znanego skoczka. On i jego koń komponowali się tak, jak w tej chwili Federico i Ludmiła.
Na skutek wypadku jej ojciec zmarł. Zmarł na jej oczach. To było potworne uczucie, Ludmiła miała wtedy zaledwie 11 lat. Dziennikarze robili jej zdjęcia, gdy była cała zalana łzami. Cieszyli się z tego, że mają co dać szefowi.
Ludmiła nie mogła im patrzeć w oczy.
Pewnego dnia, gdy szła po parku, dziennikarze z mediów i z gazet szli za nią. Lu w końcu wybuchła :
- Możecie mi dać święty spokój?! Tak, mój tata zmarł! Ale to nie powód, żeby mi zatruwać życie!
Myślicie, że jestem jakąś SMARKULĄ?! Jeszcze zobaczycie! Nauczę się jeździć i zobaczymy!! POMSZCZĘ MOJEGO OJCA!!!
Po tym Ludmiła uciekła do domu. Zaczęła wcielać swój w życie.
Jej matka nie chciała się zgodzić na początku, aby jej córka jeździła. Ale gdy zobaczyła iskierki nadzieji w oczach Ludmiły zrozumiała, że musi się zgodzić.
Z kolei Federico wiódł wspaniałe życie. Miał bogatych rodziców, wszystko co chciał.
Jednak pewnego dnia, jego ojciec dostał awans! Fede bardzo się cieszył, bo to oznaczało więcej zabawek! Jednak nie wiedział, że to będzie oznaczało wyjazd do Argentyny!
Federico od zawsze pragnął się nauczyć jazdy konnej, jednak w Rzymie nie było warunków, a gdy przeprowadzili się na prowincję niedaleko Buenos Aires.
I tam właśnie poznał Ludmi.....
Federico przyszedł 3 godziny wcześniej, ponieważ chciał zobaczyć konie.
Przechadzający się po stajni Federico potknął się o małą Ludmi.
- Co ty wyprawiasz?! - krzynęła Ludmi.
- Ja tylko szedłem ciamajdo! - odwarknął chłopiec.
- Możesz mi nie przeszkadzać? - powiedziała już spokojniej.
Fede teraz zauważył , że dziewczynka sprząta stajnie.
- Och , już nie przeszkadzam sprzątaczce... - opowiedział z uśmiechem, po czym odszedł.
Ale po chwili usłyszał płacz. Zatrzymał się i odwrócił się na pięcie , po czym spojrzał na dziewczynkę.
Federico podszedł do dziewczynki, i podał jej chusteczkę.
- Pracuję tu, a wzamian za to mogę się uczyć konno - wyjaśniła.
- Rozumiem. - odpowiedział z uśmiechem.
Potem zaczęli rozmawiać. I od tego się zaczęło.
Leon z radością patrzył na swoją dziewczynę. Cieszył się niezmiernie z jej pomysłu!
- Chodź - Vilu złapała go za rękę.
Po chwili zaczęli tańczyć ,,wolnego" przy tym rozmawiając o jej wyjeździe.
- Twój tata wie? - zapytał.
- Nie...
- Powinnaś mu powiedzieć...
- Powiem przed wyjazdem.
Leon tylko pomachał głową. Uwielbiał w niej to, że jest taka stanowcza.
- A...... jak tam u.....K....Księcia - Dziewczyna powiedziała to z trudem. Chłopak zamarł. Przecież on....
- Violetta szybko! - Leon pociągnął ją za rękę.
- Leon, o co chodzi!? - Szatynka nie kryła przerażenia.
- Wyjaśnię w samochodzie do cholery!- krzyknął. Violetta nie była złą za to, że zaklął, bo wiedziała że to coś poważnego.
- Walizki masz w domu tak? - powiedział już spokojniej w aucie.
- Tttakkk.... - powiedziała.
Jechali przez chwilę w ciszy.
- Może mi łaskawie powiesz, co się dzieje?! - Violetta nie wytrzymała.
- Książe... on umiera Violetto.
Tadam! Tak się prezentuję rozdział 2 xDDDD
No więc..... To tyle :)
W następnym rozdziale poznacie Martinę ;)
Dam wam podpowiedź :x
Elle <3


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz